Freya obudziła się ekstremalnie późno - kwadrans po południu. Sama się sobie dziwiła, nawet jeśli poszła spać długo po północy. Dopiero teraz zaczęły do niej docierać niektóre fakty wczorajszego wieczoru, o których nie miała siły myśleć, gdy wracała do domu.
Kim, do cholery, był ten chłopak i dlaczego powiedział jej o ludożercy w Hagashimie?
Żadna sensowna odpowiedź nie przychodziła jej do głowy. Dobrze by było, gdyby udało jej się go jeszcze raz spotkać. Mogłaby po prostu zapytać.
Szczerze mówiąc jakoś nie widziała siebie rozmawiającej z tym chłopakiem, zwłaszcza że ona sama musiałaby tę rozmowę rozpocząć. Miała świadomość tego, że jej umiejętności prowadzenia luźnej konwersacji z kimkolwiek były tragiczne. Potrafiła dogadać się jedynie z Genosem, ale tylko dzięki jego wrodzonej wady, jaką było nawijanie o wszystkim. I tak nie popisał się zbytnio podczas jej wizyty u Saitamy, co z resztą nadal miała mu za złe.
Wyczołgała się z łóżka dopiero po kilkunastu minutach po obudzeniu się. Szybko wypiła poranną (a raczej popołudniową) herbatę, ubrała się i wyszła do miasta, bo jej żołądek domagał się czegoś do jedzenia.
Mimo wszystko chciała spotkać go jeszcze raz. Nie kryła tego przed samą sobą, nawet jeśli nie wiedziała, jakie intencje mógł mieć wobec niej.
Kiedy wychodziła z mieszkania, coś przykuło jej uwagę - zaschnięte krople krwi na podłodze. Miała niemal stuprocentową pewność, że to krew, tak samo jak była pewna, że to ten chłopak krzyczał wczoraj w lesie. Wszystko ułożyło się w sensowną całość. Golem mógł go zaatakować i zranić, a więc chłopak krzyknął. W miejscu, gdzie stał, została jego krew z rany, której nie opatrzył, dopóki nie zobaczył się z nią po raz drugi. W tej sytuacji wydawało jej się to wyjątkowo bezsensowne i nieodpowiedzialne. Rana musiała być poważna, skoro krew już nie wsiąkała w ubranie, tylko kapała na ziemię. Miała nadzieję, że nic mu nie będzie, w imię czystego sumienia oczywiście.
Z nadzieją na spotkanie szarookiego chłopaka w masce, wyszła z bloku i skierowała się do najbliższej knajpy z ramen. Choć wiedziała, że prawdopodobieństwo trafienia na niego na ulicy było niewielkie, gdzieś w głębi jej umysłu czaiła się myśl, że może jednak gdzieś na niego wpadnie.
***
Kiedy po zjedzonej misce ramen zadowolona i z pełnym żołądkiem wracała do domu, zastanawiała się, co będzie dzisiaj robić. Pogoda zapowiadała się całkiem dobrze, niebo było bezchmurne, a delikatny wiatr przyjemnie smagał skórę. Może powinna odwiedzić brata albo wyciągnąć go na spacer po mieście? Z pewnością ma swoje sprawy, ale może znajdzie chwilkę, aby spędzić czas ze swoją siostrą, której nie widział od czterech lat? Tak, zdecydowanie powinna do niego wpaść, tylko...
Jaki to był adres?
Przeklinając w myślach swój brak orientacji w terenie odtworzyła wczorajszą trasę spod swojego domu. Wydawało jej się, że przeszła pół miasta, bo kilka razy spostrzegła, że zupełnie nie pamięta okolicy, dlatego musiała zawrócić, ale w końcu znalazła właściwą ulicę, a potem właściwy blok. Jak na złość w pobliżu nie było nikogo, kogo mogłaby zapytać, czy wie, gdzie mieszka jej brat i jego mistrz, więc pukała do wszystkich drzwi po kolei. Pierwsze otworzyła jej jakaś staruszka, drugie mała dziewczynka nieodpowiedzialnie pozostawiona w domu bez opieki, której Freya poleciła na przyszłość nie otwierać drzwi nieznajomym. Trzecie mieszkanie było puste, a czwarte zamieszkiwał łysy mężczyzna o niezbyt inteligentnym spojrzeniu.
- Dzień dobry. - Skłoniła się lekko. - Czy jest Genos w domu?
- Jest - odpowiedział Saitama i otworzył szerzej drzwi, wpuszczając Freyę do środka. Sprawiał wrażenie, jakby całkowicie zapomniał o jej zachowaniu kilka dni wcześniej, co trochę ją peszyło. Oczywiście nie chciała, żeby się na nią gniewał, bo szczerze było jej głupio, ale jego zdolność zapominania o nieprzyjemnościach była zadziwiająca. - Genos, masz gościa!
Cyborg zjawił się w przedpokoju z mieszaniną zaskoczenia i radości na twarzy. Widać było, że nie spodziewał się jej wizyty, zwłaszcza że miał na sobie jasnoróżowy fartuszek obszyty falbanką, poznaczony gdzieniegdzie mokrymi plamkami. Najwyraźniej Freya oderwała go od zmywania naczyń.
- Cześć. Nie przeszkadzam ci? - zapytała, z rozbawieniem w oczach omiatając wzrokiem różowe wdzianko brata, ładnie kontrastujące z mechanicznymi ramionami.
- Chcesz gdzieś wyjść? - odpowiedział z zażenowaniem na twarzy. - Za chwilę będę wolny.
- Okej, poczekam. - Freya walczyła ze sobą, aby się nie roześmiać i nie rzucić jakiegoś złośliwego komentarza, co w przeszłości często jej się zdarzało i było powodem wielu kłótni z bratem.
Powędrowała za nim do kuchni i obserwowała, jak dokładnie myje naczynia. Ciekawe kiedy stał się tak pracowity i pokorny, pomyślała. Był przeciwieństwem jej - leniwej, w swoim mniemaniu mającej zawsze rację złośliwej indywidualistki, która zazwyczaj była mocna tylko w gębie. Przypomniała sobie wczorajszą sytuację w lesie, gdy ogarnęła ją wściekłość po tym, jak golem padł martwy na ziemię, ale nagle zapomniała wszystkich słów, gdy stanęła twarzą w twarz z szarookim chłopakiem. To właściwie nie świadczyło o tym, że jest mocna w gębie, tylko że jej się tak wydaje.
Oparła się o blat i zamyśliła na moment. Z owego zamyślenia wytrącił ją pacnięciem w ramię Genos, który skończył już pracę i zaczął coś do niej mówić. Spojrzała na niego z wyrzutem, rozmasowując obolałe miejsce, gdzie kwitł już siniak.
- Mógłbyś być bardziej delikatny - mruknęła, choć wiedziała, że nie mogła go za to winić. Został zmieniony w cyborga do walki, a nie do głaskania.
- Przepraszam - powiedział z głęboką szczerością w oczach - ale mogłabyś słuchać, co do ciebie mówię.
Nie wyglądał na zdenerwowanego, ale mimo to postanowiła być bardziej uważna.
- Wybacz. Ostatnio często nie mogę się skupić.
- Ostatnio? - Genos uniósł brwi.
- W sumie to od wczoraj. Wszystko ci opowiem.
Wyszli z mieszkania. Od razu, gdy stanęli na chodniku, owiał ich przyjemny chłodny wietrzyk, będący ulgą podczas dzisiejszego upału.
- Gdzie chciałabyś iść? - zapytał Genos, rozglądając się.
- Nie wiem. Myślałam raczej o zwykłym spacerze.
- Dobra pogoda na spacer - zauważył chłopak.
- Mhm - mruknęła Freya w odpowiedzi, po czym ruszyli w stronę centrum.
W mieście było dosyć tłoczno. Ludzie korzystali z ładnego dnia. Zewsząd dochodziły ich rozmowy i śmiechy, a także szum wiatru i śpiew ptaków.
- O czymś miałaś mi opowiedzieć - odezwał się w końcu Genos, gdy znów zamyślona Freya o mało nie wpadła na kobietę prowadząca za rękę małego chłopca. - Jesteś rozkojarzona.
Spojrzała na niego jakby wyrwana z transu.
- A, no tak... Ciągle mam w głowie chłopaka, którego spotkałam wczoraj w lesie. - Skrzywiła się nieznacznie na myśl o tym, jak beznadziejnie wypadła przy nieznajomym. Ciekawe, co on sobie pomyślał. Na pewno nic pozytywnego...
Genos wyglądał na zainteresowanego, więc Freya kontynuowała.
- Walczył z golemem, ale był tak szybki, że prawie go nie dostrzegałam... Usłyszałam w lesie krzyk, więc tam poszłam...
- Za pieniędzmi - wtrącił Genos, na co Freya spojrzała na niego z wyrzutem.
- No i co z tego? Naprawdę byłam gotowa pomóc, więc co w tym złego?
- Nic, nic. - Genos wzruszył ramionami. - Mów dalej.
- Golem był dosyć duży. Wyglądał, jakby się przed kimś bronił, ale nie było widać, przed kim. Zdziwiło mnie to. I nagle, kiedy już miałam go zaatakować, padł na ziemię i się rozsypał, a chwilę potem zobaczyłam chłopak w masce. Nie wiem, kim był, ale nie zdążyłam nawet zapytać, bo zniknął. Szkoda. Chciałam z nim porozmawiać.
- Akurat - powiedział znowu Genos. - Nie miałabyś tyle odwagi, żeby się odezwać do nieznajomego.
Freya spojrzała na niego z nienawiścią w oczach. Cyborg trafił w jej słaby punkt. Doskonale wiedziała, że miała problem z kontaktami międzyludzkimi, bo gdzie i kiedy miała się ich nauczyć, skoro przez ostatnie cztery lata była zdana sama na siebie? Najnormalniej w świecie nie miała do kogo się odezwać, a z resztą nie widziała takiej potrzeby. Rozmowa równała się zdradzaniu niektórych faktów o sobie, czego dziewczyna chciała uniknąć. Im mniej osób znało jej przeszłość i słabe strony, tym lepiej.
- Zamknij się! - warknęła, po czym dodała już spokojniej: - Dobrze, że ty zawsze jesteś taki wygadany, zwłaszcza kiedy na pół godziny zapada niezręczna cisza i wszyscy w napięciu obserwują, jak Saitama rozgniata w palcach muchę.
Chłopak zaśmiał się.
- Widziałem wtedy twoją minę.
- No, ja twoją też. Kto by pomyślał, że teraz jesteś taki radosny.
Genos nie odpowiedział, nie mając na to najwyraźniej wystarczająco dużo odwagi, ale i tak obserwował ją śmiejącymi się oczami. Dziewczyna parsknęła pogardliwie i odwróciła wzrok, zastanawiając się, jakim cudem ktoś, kto został "stworzony" do walki z potworami i innym złem tego świata, boi się odpyskować własnej siostrze, co nie zmieniało faktu, że jej to schlebiało i była zadowolona, że wypracowała sobie respekt u brata. Szkoda, że tylko u brata, ale nad resztą pracowała.
Przez chwilę szli w milczeniu, Freya z naburmuszoną miną, obserwując wesołego brata kątem oka. Nie wątpiła, że to zauważył, ale nie dała po sobie niczego poznać, nie chcąc wywoływać kolejnej dyskusji o niczym. Zdecydowanie nie to miało być tematem ich dzisiejszego spotkania. Jednak zamiast kontynuować swoją opowieść, milczała, chcąc zmusić Genosa do przypomnienia jej tego. Wiedziała, że ciekawi go opowiadana przez nią historia, ale miała w planach sprawdzić, jak długo wytrzyma.
W końcu, po zaledwie kilkunastu sekundach, poczuła szturchnięcie w ramię.
- Może skończysz opowieść - zasugerował młody cyborg.
- A co, męczy cię cisza? - zapytała sarkastycznie, po czym westchnęła zamyślona. - Nie wiem, czy powinnam ci mówić wszystko.
- Masz coś do ukrycia?
- Nie. Ale nie chcę ryzykować, że będziesz się ze mnie śmiał do końca życia.
Na myśli miała naturalnie incydent z psią kupą, o którym jej brat nie powinien się dowiedzieć, o ile wolała uniknąć złośliwych komentarzy w przyszłości. Genos miał to do siebie, że lubił się z niej nabijać, nawet jeśli nie miał na celu sprawienia jej przykrości. Po prostu żartował, o czym Freya doskonale wiedziała i nigdy nie była mu dłużna. Mimo wszystko jednak niektóre jego drwiny były denerwujące i zdecydowanie nie powinien ich nigdy mówić, jeśli życie mu miłe.
Chłopak parsknął.
- No dobrze. Ocenzuruj to tak, żeby brzmiało jak poważna historia.
- Wróciłam do domu, a wtedy on przyszedł i powiedział, że najwyraźniej zabił potwora, na którego polowałam, wiec teraz mogę iść do Hagashimy, bo grasuje tam ludożerca - wyrzuciła z siebie dziewczyna jednym tchem, po czym zerknęła na brata, chcąc zbadać jego reakcję.
Genos wyglądał na jeszcze bardziej zainteresowanego.
- Skąd wiedział, gdzie mieszkasz? - zapytał.
- Nie wiem. Trochę to straszne. - Dziewczyna wzdrygnęła się i rozejrzała.
- Może to ktoś, kogo znasz?
- Na pewno nie. Czuję się tutaj jak ktoś obcy. Znam tylko ciebie, Saitamę i barmana z knajpy z ramen w Arahimie. Cały tłum ludzi, nieprawdaż?
- Więc zapewne to ktoś, kto zna ciebie.
- Logiczne.
- Powinnaś uważać.
- Wiem. - Freya westchnęła. - To było dziwne.
Genos w odpowiedzi mruknął coś niezrozumiałego, po czym zapadła cisza. Dziewczyna ominęła wzmiankę o nieprzyjemnej sytuacji, jak tylko mogła, pozwalając bratu myśleć, że nie wie, skąd tajemniczy chłopak znał drogę do jej domu. Ta informacja i tak nie była mu do niczego potrzebna, z resztą jej też nie; nikomu nie wadziła, a tamten zamaskowany człowiek mógł po prostu źle się czuć z myślą, że odebrał jej pracę, dlatego chciał oddać to, co zabrał. Mimo to w głębi serca Freya miała nadzieję, że kryje się za tą historią coś więcej i będzie jeszcze miała okazję, żeby go spotkać. Miał bardzo ładne oczy... Z resztą nieważne.
Szli w milczeniu jeszcze przez dobre kilkanaście minut, obserwując witryny sklepów, klomby kwiatów w kamiennych donicach przy wejściach do nich oraz mijających ich ludzi. Wszystko wokół wyglądało niesamowicie beztrosko. Frei podobała się ta beztroska. Sama chciałaby kiedyś poczuć taki spokój, nie musieć martwić się o kolejny dzień. Wiedziała, że musi wziąć się w garść i dać z siebie wszystko, żeby pewnego dnia dostrzec zmianę.
- Chyba powinniśmy wracać - zauważył Genos, patrząc na horyzont, gdzie niebo przybierało już wieczorny, pomarańczowy odcień.
- Chyba tak - przyznała Freya, nieco zdezorientowana i wyrwana z objęć własnych myśli.
Zawrócili, kierując się w stronę domu dziewczyny.
- Będziesz miała jutro czas? - zapytał chłopak po kolejnej chwili milczenia.
- Zależy, co przez to rozumiesz - odparła jego siostra, przybierając minę mędrca. Walczyła ze sobą, żeby się nie roześmiać, widząc kątem oka minę brata.
- A co można rozumieć pod tym hasłem? - zdziwił się cyborg.
- Czas jest pojęciem względnym - powiedziała Freya i roześmiała się, gdy zobaczyła, jak chłopak marszczy brwi, zastanawiając się nad sensem jej słów.
- Z czego się śmiejesz? - zapytał chłopak.
- Z ciebie.
- Co zrobiłem?
- Nic, nic. - Freya poklepała brata po ramieniu. - Po prostu miałeś śmieszną minę. Nie spodziewałeś się ode mnie takich tekstów, co?
- Po tobie się wszystkiego można spodziewać - mruknął Genos. Zabrzmiał, jakby się na nią obraził, ale wiedziała, że tak nie jest i że tylko się droczy.
- Ach tak? Ciekawe skąd to wiesz? - spytała zadziornie.
- Jesteś moją siostrą. Znam cię.
- Przez te cztery lata z pewnością przywykłeś do moich nastrojów. - Dziewczyna zaśmiała się złośliwie.
- Nie o tym mówię.
- A o czym?
- O tym, że znam twój charakter jak nikt inny na tym świecie. A charakter to nie jest coś, co można łatwo zmienić - powiedział z wyrazem twarzy zdradzającym głębokie zastanowienie. - A z pewnością nie twój - dodał po chwili.
- Oo - mruknęła Freya. - Jeśli to miała być obelga, to ci się nie udała.
- Nie miała być. Sądzę, że nie zmieniłaś się za bardzo przez te cztery lata. - Genos był bardzo cierpliwy. Gdyby nie jej komentarze, pewnie już dawno powiedziałby, co ma na myśli, jednak fajnie było przypomnieć sobie dawne czasy i się z nim podroczyć.
- Aha? Czyli nadal widzisz mnie jako biedną, słabą Freyę? To bardzo miłe z twojej strony, wiesz? - W głosie dziewczyny słychać było urazę. - Ale to było dawno temu. Już nikt nie będzie wymawiał mojego imienia z troską, rozczulając się nade mną jak nad małym dzieckiem. Teraz nadszedł czas, aby ludzie mówili: "Patrz, to Freya!", a w ich głosie słychać będzie jedynie szacunek!
Genos roześmiał się, na co ona zjeżyła się i spojrzała na niego z wyrzutem.
- Z czego się cieszysz? Co w tym takiego śmiesznego? - zapytała ze złością.
- Tego się faktycznie nie spodziewałem - przyznał chłopak. - Kto by pomyślał, że tak zależy ci na szacunku od innych?
- Dobrze czasem poczuć respekt... - burknęła Freya, przypominając sobie pierwszy raz, kiedy takie uznanie otrzymała.
Było to w mieście B, jeszcze na początku swojej podróży. Była wtedy znacznie mniej doświadczona w walce niż teraz i posługiwała się tylko jedną kataną, niedawno zdobytą za bezcen od przemytnika. Mimo to narzędzie było cholernie ostre, o czym Freya przekonała się bardzo dotkliwie na własnej dłoni, którą przez kolejny miesiąc nosiła ciasno zabandażowaną. Szła akurat przez jedną z najniebezpieczniejszych ulic w mieście, kiedy dostrzegła mężczyznę szarpiącego jakąś staruszkę. Groził jej nożem i żądał pieniędzy. Wyglądał na groźnego, dlatego nikt nie odważył się do niego zbliżyć i go powstrzymać. Dziewczyna przez chwilę przyglądała się zajściu i, podobnie jak inni, wcale nie miała ochoty w nim uczestniczyć i robić sobie kłopotów, ale dopiero gdy dostrzegła łzy w oczach staruszki i usłyszała jej błaganie, żeby ją oszczędził, Freya wystąpiła z tłumu gapiów, wyciągając z pochwy katanę.
- Hej! - zawołała do mężczyzny. Ten odwrócił się, zaskoczony że ktoś w ogóle śmie się do niego odzywać. Porwał portfel staruszki i wepchnął go sobie do kieszeni.
- Złaź mi z drogi, smarkulo - warknął do niej, celując w jej stronę nożem, co rozbawiło dziewczynę, ale nie dała tego po sobie poznać. Spojrzała na niego najgroźniej, jak tylko potrafiła, chcąc go przestraszyć, ale najwyraźniej nie zrobiło to na nim większego wrażenia.
- Oddaj pieniądze tej pani - powiedziała chłodno.
- Bo? - zaśmiał się mężczyzna.
- Czep się silniejszych od siebie.
Napastnik roześmiał się głośniej, rozglądając dookoła.
- Chyba nikogo takiego nie widzę.
W odpowiedzi Freya spojrzała mu wyzywająco w oczy, celując w niego kataną. Typ popatrzył na nią z politowaniem.
- Uważaj, bo się skaleczysz, dzieciaku. Umiesz tego używać? - parsknął, wskazując jej miecz. Nazwał ją dzieckiem, co zdenerwowało dziewczynę. Może i siedemnaście lat to niewiele, ale on z pewnością nie docenił jej umiejętności, które jeszcze wtedy nie powalały na kolana, a mimo to zaczynała już zabijać mniejsze potwory.
- Zobaczymy - powiedziała, starając się go sprowokować. No dalej, zaatakuj mnie, pomyślała.
- Złaź mi z drogi, albo skończysz z pociętą buźką - warknął, ale ona nie poruszyła się, więc poszarżował na nią z nożem. Odsunęła się, gdy napastnik do niej dobiegł, a potem cięła go płytko z boku, prosto w nadgarstek. Mężczyzna wrzasnął, krew trysnęła, a nóż spadł na ziemię. Freya kopnęła go, a gdy znalazł się poza jego zasięgiem, uniosła katanę do jego szyi. Typ chciał się cofnąć, ale potknął się i upadł. Dziewczyna wyciągnęła z jego kieszeni portfel staruszki i podeszła do niej, by jej go oddać, sprzedając facetowi przy okazji mocnego kopniaka w żebra. Usłyszała jak przeklina, ale nie zwróciła na niego uwagi, tylko od razu podeszła do staruszki i oddała jej pieniądze. Kobieta dziękowała jej ze łzami w oczach i zaproponowała niewielką zapłatę za pomoc. To był pierwszy i ostatni raz, kiedy Freya nie przyjęła pieniędzy. Odeszła, po drodze podnosząc nóż napastnika i wyrzucając go na pobliski śmietnik. Opuściła miasto B następnego dnia i nigdy tam nie wróciła. Mimo to nadal pamiętała wzrok ludzi, kiedy wychodziła na spotkanie z tym mężczyzną i to, jak bardzo się ich spojrzenia zmieniły, gdy tak łatwo sobie z nim poradziła.
Lubiła myśleć, że droga samotnego wojownika nie prowadziła po raz kolejny przez to miejsce, pomimo że w rzeczywistości po prostu było jej tam nie po drodze i nie miała po co tam iść. Uważanie siebie za weterana sprawiało jej przyjemność, pomimo że daleko jej było do tego tytułu.
- Więc? - zapytał Genos. - Masz jutro czas?
- Jak już mówiłam... - zaczęła.
- No dobrze - przerwał jej. - Jakie masz na jutro plany?
- Plany... - Freya zamyśliła się, choć odpowiedź na to pytanie była prosta i oczywista. - Plątać się po mieście i szukać pieniędzy. Ale jeśli chcesz się spotkać, mogę je trochę zmienić.
- Tak... Myślałem, że może jutro do ciebie wpadnę.
- Nie ma po co. Mój dom nie jest zbyt ciekawy. Lepiej będzie wyjść znów na miasto.
- Zbiera się na deszcz. Jutro będzie kiepska pogoda. - Genos spojrzał w niebo, a jego żółte oczy rozbłysły dziwnie. - Będzie padać cały dzień.
Freya westchnęła.
- Skoro się upierasz, to przyjdź. Po południu?
- Może być po południu. Bądź w domu. Nie mam zamiaru szukać cię po całym mieście.
- Mhm.
Spojrzała na pomarańczowe niebo, na którym nie było widać ani jednej chmurki. Jak Genos wyczuł jutrzejszą pogodę? Zmarszczyła brwi, zastanawiając się nad umiejętnościami cyborgów.
Chłopak najwyraźniej zauważył jej zamyśloną minę, bo uśmiechnął się i powiedział:
- Oglądałem prognozę dziś rano.
Freya podniosła wzrok i popatrzyła na niego zdezorientowana, co wywołało u niego śmiech.
- Żebyś tylko widziała swoją minę! - zawołał radośnie, na co Freya zareagowała zirytowanym spojrzeniem. Szturchnęła go ostrzegawczo w ramię.
- Domyśliłam się - powiedziała, starając się nie wyglądać głupio, choć, jak jej się wydawało, za bardzo jej to nie wychodziło.
- Oczywiście, że tak - droczył się z nią Genos.
- Tak - zapewniła go.
Kiedy dotarli do bloku Frei, w uliczce było już całkiem ciemno, mimo że słońce jeszcze nie zaszło. Latarnia migotała nerwowo, jakby chcąc przekazać im wiadomość niecierpiącą zwłoki. Dziewczyna nie zwróciła na to uwagi, bo była przyzwyczajona do jej kapryśnych zachowań, jednak Genos zawiesił na niej wzrok nieco dłużej. Dopiero dzikie warczenie walczących kotów w przeciwnej uliczce przywróciło go do rzeczywistości.
- Niezbyt przyjazna okolica - skomentował, rozglądając się wokoło. Nie wyglądał mimo to na zdenerwowanego.
Dziewczyna roześmiała się.
- Za tą cenę? Płacę najniższy czynsz w całym mieście. Nie śmiałabym oczekiwać niczego lepszego.
Genos również się zaśmiał.
- No to widzimy się jutro - powiedział, rozkładając ramiona. Freya przytuliła go.
- Po południu - przypomniała mu.
- Nie zapomnę - obiecał, po czym pomachał jej po raz ostatni i odwrócił się.
Dziewczyna weszła do mieszkania i od razu skierowała się pod prysznic. Nie marzyła o niczym innym niż o pójściu spać, pomimo że wstała dziś bardzo późno.
Wychodząc z łazienki od razu powędrowała do swojego pokoju i położyła się na łóżku, nie zapominając o położeniu swoich katan na podłodze obok. Choć przed spaniem wyjrzała przez okno po raz ostatni tego dnia, nie dostrzegła niczego dziwnego, nawet cienia na drzewie naprzeciw budynku, który zniknął równie szybko, jak się pojawił.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz