Genos miał rację. Od samego rana padało.
Pogoda tego lata była dość kapryśna. Jednego dnia świeciło słońce, a następnego temperatura nagle spadała i zaczynała się ulewa. To było męczące, bo nie dało się do końca przewidzieć, jak ubrać się następnego dnia.
- Wszystko mi jedno - mruknęła Freya do siebie, przecierając oczy i wygrzebując się z pościeli. Wstawanie było zawsze najsmutniejszym momentem dnia. Musiała opuścić ciepłe łóżko i wynieść się z domu, by szybko zjeść coś na mieście, a potem szukać zarobku.
Ubrała ciemnoniebieskie kimono i swoje ulubione rozpadające się trampki, które zostały już uprane i wysuszone po ostatnim spacerze przez Hagashimę.
Freya nadal miała gwałtowne ataki gorąca otaczające jej ciało, gdy o tym myślała. Czuła się niezręcznie, mając świadomość, że tak wyjątkowe oczy w kolorze zachmurzonego nieba widziały jej mentalną porażkę.
Wyszła z domu, mając przy sobie swoje katany, jak zwykle z resztą. Nie lubiła się z nimi rozstawać. Nawet w nocy kładła je na krześle obok, aby w nagłym wypadku mogła po nie sięgnąć. Co prawda jeszcze jej się nie zdarzyła taka konieczność, ale mimo to nie potrafiła się z nimi rozstać nawet na czas snu.
Nie miała parasola, więc deszcz szybko ją zmoczył. Weszła do knajpy z tanim jedzeniem i usiadła przy barze, witając się ze znajomym kelnerem,a żołądek dosadnie obwieścił jej, że wczoraj nie jadła kolacji. Miała nadzieję, że nikt nie słyszał tego hałasu przypominającego grzmot.
Złożyła zamówienie, a kelner zniknął za kotarą prowadzącą do kuchni. Freya w tym czasie wsparła się na dłoni i odleciała gdzieś myślami. Co kilka minut do jej uszu dobiegał dźwięk dzwoneczków zawieszonych nad wejściem, jednak ani razu nie odwróciła się, by sprawdzić, kto przyszedł. To bez sensu, przecież i tak nikogo tutaj nie znała.
Po chwili dostała swoją porcję gorącego ramen. Chwyciła pałeczki i zabrała się za jedzenie, zanim jej żołądek zacznie upominać ją o niedbalstwo i głodzenie się, co przecież nie było spowodowane jej kaprysami. Barman uśmiechnął się do niej.
- Ostatnio coś rzadko przychodzisz. Jeszcze trochę i zacznę myśleć, że przestało ci smakować nasze jedzenie - zażartował.
Freya uśmiechnęła się i wpakowała sobie do buzi kolejną małą porcję makaronu. Błyskawicznie ją przełknęła.
- W życiu - zaśmiała się i wróciła do jedzenia.
Mężczyzna parsknął i oddalił się, by przyjąć kolejne zamówienie. Freya usłyszała trzaśnięcie drzwiami i dźwięk dzwonka, który znów zignorowała. Bywały momenty, kiedy poza własną miską nie obchodziło jej nic innego i taki moment nastał właśnie teraz. Była tak głodna, że ani myślała się odwracać.
- Hej - usłyszała czyjś głos tuż nad swoim lewym ramieniem. Jeszcze zanim upewniła się, że to powitanie było skierowane do niej, kątem oka zauważyła, że ktoś siada na krześle obok niej. Podniosła wzrok i ujrzała szare oczy patrzące na nią spomiędzy kosmyków czarnych, ociekających wodą włosów. Zamurowało ją, bo nie spodziewała się spotkać tutaj tego chłopaka. Przez kilka sekund patrzyła na niego, kiedy odwrócił się, żeby złożyć zamówienie, i nie do końca wiedziała, co ma zrobić dalej, zupełnie jakby dokończenie swojego ramen było ponad jej umiejętności.
Nie zdając sobie sprawy, jak głupio musi teraz wyglądać, gapiła się na niego dalej, a on przez pewną chwilę zdawał się tego nie zauważać, jednak wreszcie zapytał:
- Co tak patrzysz?
Dziewczyna nagle otrząsnęła się i zaczęła się czerwienić wbrew swojej woli.
- Eee... Przepraszam, zamyśliłam się... - wydukała i wróciła do swojej miski z jedzeniem, podczas gdy jej policzki przybierały coraz bardziej jaskrawy odcień.
- Jeżeli chodzi o twój ostatni... spacer przez Hagashimę... - Chłopak zbliżył się do niej i zniżył głos do szeptu. - To nie musisz się niczym przejmować. Tylko ja to widziałem i nikomu nie powiem.
Jasna cholera, pomyślała dziewczyna i zaczęła czerwienić się jeszcze bardziej, o ile to w ogóle możliwe. Bardzo nie chciała na niego patrzeć, ale przełamała niechęć i zerknęła na niego. Ujrzała go uśmiechającego się pewnie, choć, miała nadzieję, szczerze. Obawiała się, że i tak będzie się z niej śmiał, zważając na to, że wspomniana sytuacja sprzed kilku dni wywoływała u niej gorączkę.
- Powinnaś się cieszyć, że nikogo tam wtedy nie było. Mieliby niezły ubaw - ciągnął dalej chłopak, co sprawiło, że Freya wbiła wzrok w ramen i ani myślała patrzeć na szarookiego. Inaczej pewnie zrobiłaby mu krzywdę. Albo przynajmniej próbowała, bo był zdecydowanie za szybki, żeby mogła go dogonić, pomimo, że jej sprawność fizyczna nie była zła.
Chłopak przez chwilę się nie odzywał, za co była mu wdzięczna. Wiedziała jednak, że nic, co dobre nie trwa wiecznie i miała rację, bo po chwili usłyszała kolejny komentarz z jego strony.
- Pewnie świetnie się bawiłaś, czyszcząc buty.
- Możesz się zamknąć? - warknęła, nie mogąc się zmusić do bardziej uprzejmego tonu. Z resztą dlaczego miałaby być teraz miła, kiedy on tak złośliwie sobie z niej żartował?
Chłopak zaśmiał się.
- Nie.
Dziewczyna westchnęła i postanowiła od tej pory nie reagować na jego odzywki.
- Mam na imię Sonic - powiedział chłopak po kolejnej chwili milczenia. Freya rzuciła mu krótkie spojrzenie i mruknęła w odpowiedzi:
- To super.
Przewrócił oczami.
- Chciałem być miły - powiedział i wymownie spojrzał na Freyę, oczekując, aż powie mu, jak ma na imię.
Dziewczyna westchnęła.
- Freya - powiedziała, co wyraźnie go zadowoliło, bo uśmiechnął się triumfalnie.
- Chyba nie jesteś stąd, co? - zagadnął, a Freya nie miała ochoty mu odpowiadać, dopóki nie spojrzała mu w oczy. Tak, miał niesamowite oczy... Z resztą... Co jej szkodziło?
- Niedawno się wprowadziłam. A ty? Nie widziałam cię wcześniej w okolicy.
Sonic machnął ręką, jakby jego obecność w Arahimie nic nie znaczyła, ale odparł od niechcenia:
- Miałem coś do załatwienia niedaleko. Nieważne.
- Chyba nie tego golema w lesie? - Freya zaśmiała się, przypomniawszy sobie, kiedy zobaczyła Sonica pierwszy raz. Była onieśmielona i patrzyła na niego z otwartymi ustami, wyglądając głupio i nieatrakcyjnie - zupełnie jak przed chwilą.
- Golem był przy okazji. Mniejsza o to - odpowiedział chłopak wymijająco. - Też na niego polowałaś?
- Właściwie to nie. Poszłam do lasu, bo usłyszałam krzyk. To byłeś ty?
- Mhm. Nie wiem, jakim cudem, ale udało mu się mnie zranić. Był porośnięty jakimiś pnączami i dzięki nim mnie trafił. Dobrze, że nie były jadowite.
- To stąd ta krew na trawie i na podłodze... - mruknęła dziewczyna, na co on przytaknął.
- Poszedłem do ciebie zanim opatrzyłem ranę. Trochę krwawiła...
- Trochę? Bardzo to odpowiedzialne z twojej strony, tak biegać sobie po mieście z otwartą raną - burknęła Freya sarkastycznie. Ciarki przebiegały jej po plecach, gdy myślała o oberwaniu takim pnączem i o bolącej ranie, której nie możesz (lub jakiegoś powodu nie chcesz) natychmiast opatrzeć. Nagle jednak przypomniała sobie, o co miała go zapytać, kiedy tylko go spotka. - W ogóle to dlaczego powiedziałeś mi o tym potworze w Hagashimie?
Sonic zamyślił się na chwilę a potem rzekł:
- Myślałem, że może zamierzałaś zabić tego golema, miałaś na niego zlecenie z czy coś. A skoro zrobiłem to za ciebie, to przyszło mi do głowy, że pewnie będziesz chciała jakoś to odrobić, dlatego przebiegłem się po mieście, żeby coś dla ciebie znaleźć.
Ta szczera odpowiedź wgniotła Freyę w ziemię. W życiu nie spodziewała się, że ktoś zrobi coś takiego dla nieznajomej osoby. Była pod wrażeniem i przez chwilę było jej głupio, że na początku tak źle go oceniła. Nie była w stanie wyksztusić słowa, więc po prostu wpatrywała się w niego w milczeniu (znowu), a on przez chwilę utrzymywał kontakt wzrokowy, ale w końcu nie wytrzymał i zapytał:
- No co? Znowu coś nie tak?
- N-nie, tylko... Zaskoczyłeś mnie - powiedziała dziewczyna, czując się niezręcznie.
- Czasami zdarza mi się być dla kogoś miłym. Wprawdzie dosyć rzadko, ale mimo wszystko. Co jakiś czas mogę, prawda? - Chłopak wzruszył ramionami i wrócił do swojego jedzenia.
Przez chwilę nikt nic nie mówił, a rytmiczny dźwięk stukania pałeczkami o miskę przerywało co jakiś czas dzwonienie dzwonków. Mimo to w lokalu było mało osób. Wszyscy, którzy już zjedli, od razu wychodzili. Knajpa zdecydowanie nie była miejscem, gdzie przychodzi się, by pogadać ze znajomymi. Freya i Sonic byli jedynymi rozmawiającymi, choć nawet się nie znali. Powinnam być z siebie dumna, pomyślała dziewczyna. Rozmawiam z obcym facetem i nawet dobrze mi idzie.
Kiedy skończyła swoje ramen, złożyła pałeczki, po czym wstała. Podziękowała barmanowi za posiłek, pożegnała się z Sonikiem i wyszła. Skierowała się w stronę swojego domu, jednak nim zdążyła przejść choć sto metrów, usłyszała za sobą wyraźnie nabijający się z niej głos:
- Ale się wleczesz!
Odwróciła się, gotowa zmierzyć Sonica chłodnym spojrzeniem. To nie tak, że ją irytował, po prostu miała wrażenie, że zbyt szybko łamie pewne bariery. Zachowywał się, jakby znali się od lat. Trochę ją to onieśmielało.
- To ty za szybko chodzisz - odpowiedziała mu. - W ogóle to jakim cudem tak szybko zjadłeś?
Sonic roześmiał się i rozłożył ręce. Freya uniosła brwi. Nie sądziła, żeby tak szybkie jedzenie było dobre dla zdrowia, ale nie skomentowała tego. Nie jej problem.
- Idziesz do domu? - zapytał chłopak.
- Na chwilę. A ty? - odpowiedziała wymijająco.
- Nie. Mam trochę roboty w mieście. Będziesz polować? W ogóle to jesteś bohaterką?
- Nie jestem - powiedziała dziewczyna, zastanawiając się, ile osób w ciągu ostatnich kilku dni ją o to zapytało. - Działam na własną rękę.
Sonic pokiwał głową.
- Rozumiem. To chyba tak jak ja. Przyjmujesz zlecenia?
- Raczej zabijam to, co znajdę. Czasem dostaję za to pieniądze.
- Czasem? No i skąd masz pewność, że akurat tym razem dostaniesz?
Dziewczyna westchnęła, zastanawiając się, dlaczego bogowie zesłali jej taką gadułę jak Sonic i całkowicie zapominając, że sama o to prosiła.
- Wyczytuję to z twarzy ludzi wokół - rzuciła sarkastycznie, jednak szarooki nie wyglądał, jakby to wyczuł.
- Jak to?
- Nie sądzisz, że za dużo chcesz wiedzieć?
- Gdybym chciał, to dowiedziałbym się wszystkiego o tobie w ciągu kilku minut. Pytam z ciekawości i żeby podtrzymać rozmowę.
Freya westchnęła.
- Zmień temat w takim razie.
- Ale ładna dziś pogoda! - Wyszczerzył zęby w uśmiechu, na co Freya roześmiała się.
- Doskonała. - Na szczęście już nie padało. Miała nadzieję, że zdąży wrócić do domu, nim nadejdzie kolejna ulewa.
- Nie jest ci zimno? - Sonic spojrzał na jej odsłonięte przez podwinięte rękawy łokcie i cienki materiał kimona.
- Nie. Zaraz i tak będę w domu.
- Chcesz bluzę? - Nie czekając, aż Freya się zgodzi, zaczął rozpinać kurtkę, ale go powstrzymała.
- Nie zdejmuj.
- Chciałem być miły.
- Doceniam, ale nie zdejmuj. Przeziębisz się. Nie chcę mieć cię na sumieniu.
- Sądzisz, że zwykły deszcz może mnie złamać?
- Dobrze wiem, jak to jest przeziębić się od biegania w deszczu, bo latem przechodzę to średnio raz na miesiąc. Nie wierzę w odporność.
- Więcej soku z cytryny. Albo z malin. Uwierzysz.
- Nie lubię malin.
- To cierp. - Sonic zaśmiał się, czego Freya nie skomentowała, a jedynie parsknęła z dezaprobatą, niezadowolona, że ktoś mówi jej, co ma robić. Jednak nie sądziła, żeby Sonic był całkiem zły. Był raczej nieco zgryźliwy i lubił się droczyć.
Odprowadził ją pod sam blok. Podziękowała mu i weszła na klatkę, a on pomachał jej ostatni raz, po czym zniknął.
W mieszkaniu zdjęła mokre buty i poszukała na stercie ubrań jakiejś kurtki. Znalazła jasnoniebieską bluzę z kapturem i plamą na rękawie. Westchnęła, winiąc się za lenistwo i nie wrzucanie ciuchów do rozklekotanej pralki na bieżąco, ale ubrała bluzę mimo to. Było za zimno, żeby mogła wybrzydzać.
Wyszła z mieszkania i ruszyła w deszczu przez Arahimę, mając zamiar znaleźć cokolwiek, co zagraża mieszkańcom i to zabić.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz