Freya sama nie wiedziała, dlaczego pomyślała, że Genos przegiął.
Dzień zapowiadał się naprawdę dobrze. Od samego rana biegała po mieście, szukając czegoś, co mogłaby zabić i, o dziwo, udało jej się spotkać stwora przypominającego hienę, który gonił jakąś parę. Nie zarobiła na nim dużo, ale powinno wystarczyć na kilka dni. Po południu przyszedł po nią Genos i zabrał ją na obiad, pomimo że odmawiała jak silna, niezależna kobieta, tłumacząc że zdobyła pieniądze i ma za co zjeść. On jednak uparł się i postawił jej miskę ciepłego, pachnącego ramen. Długo rozmawiali i śmiali się. Freya dowiedziała się nawet, jak został cyborgiem, choć i tak nazwisko doktora, który był za to odpowiedzialny, wyleciało jej z głowy.
A potem stwierdził, że pora aby poznała jego mistrza.
I oto stała przed młodym, lecz całkowicie łysym gościem w pelerynie. Tym samym, który chamsko odebrał jej ostatnio zarobek i tym samym, którego chwilę później Freya chamsko zmieszała z błotem. Poczuła, jak drga jej powieka.
- Genos, kto to? - zapytał mężczyzna obojętnym tonem, tylko na chwilę spuszczając z niej wzrok, by spojrzeć pytająco na stojącego obok cyborga.
Chłopak, zdaje się, nie zauważył, w jaki sposób Freya patrzyła na jego mistrza.
- Sensei, to Freya, moja starsza siostra - powiedział poważnym tonem, kładąc jej zimną, stalową rękę na odsłoniętym spod niedbale założonego kimona ramieniu. Dziewczyna wzdrygnęła się, co również umknęło jej bratu.
Tak naprawdę to nie on przegiął, pomyślała, mierząc wzrokiem faceta przed sobą. Nie mógł przecież wiedzieć, co między nimi ostatnio zaszło. Jedynie ona dała się ponieść emocjom i mogła z łatwością wytłumaczyć to narastającą frustracją i walką o przetrwanie, jednak nie miała teraz ochoty na dyskusję.
Mimo to na usta cisnął jej się złośliwy komentarz. Dziewczyna zdławiła go. Nie rób Genosowi wstydu, pomyślała. Choć raz w życiu niczego nie zepsuj.
- Freyo, to pan Saitama, mój mistrz - kontynuował młody cyborg.
Chyba wypadałoby przeprosić za tamto zajście z potworem, nawet jeśli nadal żywiła do niego urazę.
- Och - odezwał się mężczyzna zwany Saitamą. - Miło mi. Czy nie spotkaliśmy się już kiedyś?
- T-tak... - wycharczała Freya, czując narastający wstyd. - Ja... Chciałam przeprosić za tamto... Chyba za bardzo zawładnęły mną emocje i...
Saitama jednak nie dał jej dokończyć. Uciszył ją machnięciem ręki.
- Daj spokój. Nic się nie stało - powiedział.
Freya nie do końca wiedziała, jak miałaby się zachować w momencie, w którym ktoś nie daje jej dokończyć przeprosin. Czy powinna mimo wszystko powiedzieć je do końca?
Spojrzała na Genosa, szukając na jego twarzy jakichkolwiek oznak współpracy i dobrych chęci, ale odnalazła tylko jego pytający wzrok.
- Znacie się? - zapytał zdziwiony.
- Tak, można tak powiedzieć - odpowiedziała Freya cicho i niepewnie.
- Usiądziesz? - Zanim Genos zdążył zadać jeszcze jakieś pytanie, Saitama zaproponował Frei miejsce przy stole. Dziewczyna skinęła lekko głową i usadowiła się naprzeciw niego. Liczyła, że jej brat wesprze ją w tej dziwnej, stresującej sytuacji. On jednak skierował się do wyjścia.
- Zaparzę herbatę - oznajmił, po czym wyszedł, zostawiając ją sam na sam z Saitamą.
Atmosfera była dziwna. Żadne z nich się nie odzywało, nikt nie wydawał żadnego dźwięku. Dobiegały ich tylko odgłosy z kuchni. Freya, nie potrafiąc znaleźć sobie żadnego zajęcia, rozglądała się po pomieszczeniu, podziwiając skromny, ale ładny wystrój salonu.
Cisza była męcząca. Freya pomyślała, że lata spędzone z dala od ludzi jej się udzielają, bo tęskniła za rozmową i kontaktem z nimi, ale nie miała możliwości nabrania wprawy w dyskusjach. Gdy w pokoju zjawił się Genos z herbatą, miała nadzieję, że jej wygadany brat rozpocznie jakiś temat.
- Dziękuję - powiedziała, kiedy postawił przed nią kubek z aromatycznym napojem, którego woń szybko rozeszła się po całym pomieszczeniu.
Saitama pociągnął łyk ze swojego kubka, wydając przy tym głośne siorbnięcie, które chyba nie speszyło go ani trochę, bo po chwili je powtórzył. Freya poszła w jego ślady. Cicho, uważając by przypadkiem także nie siorbnąć, napiła się herbaty. Liczyła, że ten napój zmieni trochę armosferę, ale cisza nadal była niezręczna. Saitama w zamyśleniu obracał kubek w dłoniach, a Genos zawiesił wzrok w jednym punkcie za oknem i trwał tak przez dłuższą chwilę. Potem nagle ocknął się i drgnął, wydając przy tym skrzypnięcie, a następnie spuścił wzrok i także się zamyślił. Freya nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić.
Po pokoju zaczęła krążyć mucha. Najpierw usiadła na dłoni dziewczyny, a ona poruszyła ręką i owad uciekł. Kilka sekund bzyczenia i irytującego latania w kółko później spoczął na ramieniu Genosa. Cyborg nawet tego nie poczuł, lecz jego siostrę na sam widok zaczęły swędzieć palce. Udała, że poprawia włosy, a w rzeczywistości chciała tylko, żeby mucha przestraszyła się i odleciała.
Jako swój kolejny cel owad wybrał łysą głowę Saitamy. Gdy tylko tam spoczął, mężczyzna przegonił go machnięciem ręki. Mucha jednak nie dała za wygraną i zaczęła krążyć obok jego lewego ucha. Kiedy przymierzała się już do lądowania, Saitama błyskawicznie złapał ją w palce i zgniótł. Owad wydał z siebie tylko zaskoczone bzyknięcie, po czym zdechł.
Freya popatrzyła na Saitamę z uniesionymi brwiami, a jej usta mimowolnie uformowały się w bezgłośne "wow". Genos podniósł na nią wzrok, zupełnie jakby to "bezgłośne" słowo do niego dotarło i zwróciło jego uwagę.
- Niesamowite, prawda? - zapytał, czym zwrócił uwagę mistrza. Saitama jednak nie wyglądał, jakby słowa Genosa w jakikolwiek sposób go poruszyły. Strzepnął martwą muchę na podłogę i powrócił do siorbania swojej herbaty.
Ponownie zapadła między nimi cisza, która dręczyła Freyę. Poruszyła się nerwowo i spojrzała na brata z nadzieją, że może on rozpocznie jakiś temat. Znał Saitamę o wiele lepiej niż ona, a Freya po prostu nie wiedziała, co miałaby powiedzieć. Inaczej nie widziała potrzeby, by tyle tu siedzieć. Mogła skończyć herbatę i iść do domu.
Genos, widząc jej spojrzenie, nie zrozumiał, czego dziewczyna od niego chce i po prostu się uśmiechnął. Dopiero, gdy na jej twarzy odmalowała się irytacja i bezsilność, odkaszlnął i powiedział:
- Ładna dziś pogoda, prawda?
Freya westchnęła zrezygnowana. Poddała się.
Saitama odwrócił się i spojrzał za okno.
- Rzeczywiście - powiedział. - A ty co sądzisz, Freyo?
Słysząc swoje imię, podniosła głowę. Saitama rzeczywiście zwracał się do niej.
- Tak... Świetna pogoda - odpowiedziała, niedowierzając że po tym świecie chodzi ktoś o tak samo beznadziejnych umiejętnościach komunikacyjnych, jakie miała ona. Walka dwiema katanami wydawała jej się prostrza niż rozmowa. Walka BYŁA od niej prostrza. Nawet jeśli nie widziała się z Genosem przez te cztery lata, liczyła, że zachował swoją dawną gadatliwość, lecz najwyraźniej się myliła. Zmienił się tak bardzo, że sama go nie rozpoznawała. Nie sądziła, że charyzmy można się wyzbyć od tak.
- Pewnie jeszcze dzisiaj wyjdziesz na polowanie? - zapytał ją Genos. Popatrzyła na niego dziwnie, zaskoczona tym pytaniem, ale cóż, przynajmniej próbował jakoś podtrzymać rozmowę. Już lepsze to, niż siedzenie w milczeniu nad kubkiem herbaty.
- Może jeszcze uda mi się coś znaleźć - mruknęła, starając się, aby temat nie zszedł za bardzo na ostatnie spotkanie z Saitamą. Nadal było jej głupio, gdy przypomniała sobie, co mu wtedy powiedziała, choć jeszcze przed dzisiejszą wizytą w jego mieszkaniu była pewna, że postąpiła słusznie wobec siebie samej i miała prawo się zdenerwować. Pomimo, że Saitama już jej wybaczył (wyglądało na to, że miał zdolność bardzo łatwego przebaczania i zapominania o przykrościach; na jego miejscu Freyę pewnie szlag by trafił), czuła się nieswojo w jego towarzystwie. Możliwe, że spowodowała to obawa przed walką z nim. Był prawdopodobnie ostatnią osobą, z jaką dziewczyna chciałaby się zmierzyć.
- Chodzi ci o potwory? - zainteresował się Saitama.
- Tak... - odpowiedziała niepewnie. - Trzeba jakoś zarabiać i...
- Jesteś bohaterką? - przerwał jej mężczyzna.
- Nie.
Saitama uniósł łyse brwi i spojrzał na nią z zaskoczeniem.
- Więc jak zarabiasz? - zapytał.
- Czasami ludzie oferują pieniądze za uratowanie ich - wyjaśniła, nieco speszona sytuacją i nagłym zainteresowaniem jej osobą.
- Chcesz powiedzieć, że przyjmujesz zlecenia?
- Nie.
- Więc co robisz, żeby ludzie ci płacili?
- Po prostu chodzę po mieście i szukam osób w niebezpieczeństwie. Zabijam potwora, który im zagraża, a oni w podzięce oferują mi pieniądze. - Spodziewała się, że to będzie dyskusja dotycząca jak najbardziej neutralnego tematu, na jaki można rozmawiać z dopiero poznaną osobą, a nie akurat jej, co sprawiało, że nie była do końca pewna swoich słów.
- Ale zaraz - odezwał się Genos, z którym nie omawiała wcześniej kwestii jej zarobku. - Nie masz przecież stuprocentowej pewności, że ci zapłacą.
Freya przypomniała sobie kobietę, która uciekła z krzykiem, gdy dziewczyna wylądowała przed nią cała we krwi, a zaraz potem na ziemię spadł potężny kawał śmierdzącego mięsa, jeszcze minutę temu będącego człekokształtną kreaturą goniącą ową kobietę po mieście. Freya próbowała ją zatrzymać, ale nie udało jej się, a więc wróciła do domu głodna, zła i umazana krwią.
- Owszem, nie mam - odpowiedziała, zaciskając zęby.
- Nie próbowałaś dołączyć do bohaterów? - zapytał Saitama monotonnym głosem.
- Szczerze mówiąc nie - odpowiedziała mu.
- Powinnaś się nad tym zastanowić. Mistrz Saitama i ja niedawno dołączyliśmy i są z tego same korzyści. Między innymi zapłata za każdego zabitego potwora.
Freya wiele razy słyszała o bohaterach i tym, co robią dla ludzi, ale jakoś nie zastanawiała się, co z tego mają. Kilka razy nawet widziała na własne oczy kogoś walczącego z potworem. Bohater zabijał stwora, uratowani dziękowali mu, a publiczność biła brawo. To wyglądało tak sielankowo, że aż wydawało się nieprawdziwe.
- Hm, może rzeczywiście powinnam o tym pomyśleć... - powiedziała, zastanawiając się, czy to rzeczywiście zawód dla niej. Jeśli naprawdę oferował pieniądze za potwory, to chyba należałoby dowiedzieć się o nim więcej.
- Zdecydowanie - potwierdził Genos. Saitama pokiwał głową.
Wypiła ostatni łyk herbaty i odstawiła kubek na stół.
- Dziękuję za herbatę. - Skłoniła się. - Muszę już iść.
- Odprowadzę cię - powiedział Genos, zabierając jej kubek. Odniósł go do kuchni, po czym poszedł z siostrą do wyjścia. Opuścili mieszkanie i skierowali się w stronę Arahimy.
Brat odprowadził ją aż pod same drzwi jej bloku. Nim weszła do środka, pożegnała się z nim poprzez długi uścisk. Nie była pewna, czy mechaniczny chłopak w ogóle czuł jej dotyk, ale cieszyła się, że również ją objął. Wiedziała, że nadal miał ludzkie emocje, ale obawiała się, że nie dostrzegał delikatnych bodźców z otoczenia. Martwiło ją to, zwłaszcza że Genos dobrowolnie oddał się w ręce tego naukowca, choć nie było to konieczne.
Jeszcze przez chwilę patrzyła na odchodzącego brata, po czym weszła do mieszkania. Przebrała się w robocze kimono i ponownie opuściła dom.
Było ciepło. Wiał lekki wiatr, choć na horyzoncie widać było ciemne chmury. Pewnie znowu będzie padać, pomyślała Freya, po czym ruszyła przed siebie, gotowa skopać tyłki potworom, które zagrażały mieszkańcom tego miasta.
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz